Historia ziemi wodzisławskiej pełna jest opowieści o wielkich bitwach, ale jedna z nich wyróżnia się w sposób szczególny. To legenda o „bezkrwawej bitwie”, w której zamiast mieczy i tarcz, główną rolę odegrał spryt, znajomość natury i… zapach wiatru. Poznajcie historię o tym, jak mieszkańcy Radlina uratowali Wodzisław przed mongolską nawałnicą.
Strach przed bagnem
W czasach bardzo odległych, gdy nad okolicą górował jeszcze warowny zamek na Grodzisku, na ziemię wodzisławską spadła trwoga. Od wschodu nadciągały hordy Tatarów – walecznego ludu mongolskiego, który niszcząc i grabiąc wszystko na swojej drodze, zmierzał prosto na Wodzisław.
Najeźdźcy, choć pewni swego, zatrzymali się u stóp Grodziska. Drogę do zamku zagradzało im rozległe, zdradliwe i głębokie bagno. Tatarscy wojownicy, dosiadający silnych ogierów, wahali się. Wiedzieli, że jeden fałszywy krok na tym oparzelisku może oznaczać śmierć w błotnistej otchłani.
Podstęp radlińskich chłopów
Na pomoc rycerskiej załodze zamku ruszyli chłopi z pobliskiego Radlina. Nie mieli oni ciężkich zbroi ani doświadczenia w walce z mongolską jazdą, ale mieli coś innego – doskonały plan. Na miejsce potyczki przybyli dosiadając kłaczy (samic koni).
Wtedy wydarzył się kluczowy moment: wiatr zmienił kierunek. Powiał od strony grodu, niosąc zapach radlińskich kłaczy prosto w stronę tatarskich ogierów. Zwierzęta najeźdźców, poczuwszy zapach, stały się niespokojne. Rżąc i wyrywając się jeźdźcom, ogiery przestały słuchać rozkazów.

Bezkrwawe zwycięstwo
W jednej chwili instynkt wziął górę nad dyscypliną. Tatarskie konie pędem ruszyły w stronę bagna, prosto w pułapkę. Przerażeni jeźdźcy nie byli w stanie zatrzymać rozpędzonych zwierząt. Większość najeźdźców zginęła w bagnistej toni, a ci, którym udało się przeżyć, w popłochu uciekli z pola bitwy.
Tatarzy na bagnach w pobliżu Baszty w 1241 roku dzięki sprytowi radlińskich chłopów ponieśli klęskę.
Ślady historii: Nazwiska i czerwone kamizelki
Legenda ta do dziś żyje w lokalnej tradycji i ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Mówi się, że uciekinierzy z tatarskiej armii schronili się w pobliskiej Mszanie. Do dziś można tam spotkać osoby o charakterystycznych, wschodnich rysach twarzy oraz nazwiskach takich jak Tatarczyk czy Tatarski.
Z kolei dzielni radlinianie za swój spryt i pomoc w ocaleniu miasta zostali hojnie nagrodzeni. Według podania, w dowód uznania otrzymali szlachectwo, a symbolem ich wyjątkowego statusu stało się prawo do noszenia charakterystycznych czerwonych kamizelek, które na stałe wpisały się w tradycję regionu.

Warto wiedzieć
Opowieść o najeździe Tatarów to nie tylko legenda, ale też ważny element tożsamości mieszkańców Wodzisławia Śląskiego i dzielnicy Radlin. Przypomina nam, że czasem to nie siła militarna, ale pomysłowość i współpraca decydują o losach całych społeczności. Nie należy tutaj mylić Radlina z Biertułtowami, ponieważ historyczny Radlin to ten, który obecnie jest dzielnicą Wodzisławia Śląskiego.
Przeczytaj pozostałe Legendy Wodzisławia

